Alink kontra Pokedator
January 11, 2008 Bajki Robotów, Poketymalizacja, SEO Pierdy No CommentsRzecz bedzie o wojnach robotow… Soon
Rzecz bedzie o wojnach robotow… Soon
Dawno, dawno temu, za siedmioma hostami, na siódmej podstronie, na niewielkiej domence .info, nigdy przez boty nieodwiedzanej, zyl potezny król Jezorro ze swym wiernym giermkiem Maritosem. Wlosci Jezorro niezmierzone byly, domen 2 tysiace posiadal, opowiesci o jego mitycznych bogactwach krazyly po okolicznych hostach, nie z bogactw wszelakich jednak slynal, lecz z niebywalego wrecz sprytu. [ciach bajera]
Zeby juz nie przynudzac przeniesmy sie wprost do dnia, który ze wzgledu na skutki interesuje nas wszystkich, a czytajacych przeniesie w sam srodek opowiesci. Dnia tegoz król Jezorro wezwal do siebie Martinosa i rzecze:
- Giermku mój wierny, szykuj sie na wyprawe dluga i niebezpieczna, czyli taka jaka najbardziej lubimy :) Dzis ukradniemy PageRank. Tu zasmial sie zlowieszczo Jezorro, co nader czesto mial w zwyczaju.
- Panie! Znów wpadles na jakis szatanski pomysl? Czyzbys zapomnial juz jakim sromotnym banem zakonczyla sie nasza ostatnia krucjata z Onetem?
- Onet sronet. Milcz, giermku, co postanowilem tak bedzie. Komentujesz jak stary Edyt z PiO i gówno z tego wynika. Pakuj sie, siodlaj Cyklopa i w droge!
Z ciezkim sercem Martinos udal sie do stajni, by przysposobic mecho-rumaka, a wojowniczo usposobiony król, w ostatnia przed droga wizyte, do kosmetyczki byl udal.
Tymczasem…
W czelusciach swego zamczyska ponury Pneumator wykrzywil czarne usta w zlowieszczym usmiechu.
- Haha. Jezorro, mój odwieczny wróg, znów mysli ze mnie przechytrzy. Nic z tego, pokrzyzuje mu plany. Niech mysli, ze o niczym nie wiem. Haha! Hahaha!
Albowiem Pneumator mial dokladny podglad w okoliczne wlosci, a to za sprawa podsluchów i dyktafonów, szczodrze instalowanych przez zdolnego rzemieslnika Sir Nimka. Wciaz jeszcze sie smial schodzac po kretych schodach do najmocniej strzezonej komnaty, tzw. Page-Rank-Room. Stalowe sztaby odskoczyly z hukiem, tajemne haslo odblokowalo potezne rygle, mosiezne walce otwarly oscieze bramy i w ledwie oswietlonym pokoju ukazala sie okazala, 1000-letnia skrzynia wykuta w szczerym dmozie. Nachylil sie Pneumator paskudnie i raz jeszcze, ostatni, oko cieszyc poczal swa najwieksza tajemnica: manuskryptem PageRanku, wlasnorecznie szkicowanym przez samego Graffa.
Tymczasem nieopodal…
Król Jezorro z wiernym giermkiem stali juz u podnóza góry i nadawali swemu podstepnemu planowi ostatni szlif.
- Sluchaj uwaznie, bucu bawoli, bo ci 13-ty raz tlumacze: pukamy do bram, ja w przebaniu Sir Nimka, ty w starych szmatach, jako zlapany na goracym uczynku szpieg Jezorra. Nie, kurwa, nie mozesz wystapic w nowym dresie adidasa.
- Panie! Okaz mi laskawosc, nedznej gliscie - moze chociaz t-shirt z 50centem naloze niechlujnie?
- Ja pierdole, kto tu jest królem, do cholery?
- Dobra, juz dobra. Nigdy nie przyjmujesz nowych argumentów, jakbys mial skrzynke zapchana - dodal pólgebkiem giermek i szybko wdzial na siebie szmaty. Udali sie…
Puk puk.
- Okrutny Pneumatorze, wladco tych ziem, prowadze ci tego nedznego szpiega, który osmielil sie podejsc az tutaj, zapewne w niecnych zamiarach.
Dziura w debowej bramie odslonila czarne oko, które badawczo i podejrzliwie sie rozejrzalo. - Do lochu z nim! - zagrzmial ponury glos.
Brama otwarla sie nieco, w sam raz by wpuscic do zamku rycerza na koniu i jenca. Na dziedzincu palily sie jeno dwie pochodnie, niesmialo oswietlajac wejscie do katakumb. Jezorro i giermek udali sie tam niezwlocznie.
- Dobra, teraz twoja kolej - udaj sie czympredzej do PRR, postaw Cyklopa na strazy i otwórz skrzynie tym lomem. Zrób to cicho i pod zadnym pozorem nie dotykaj manuskryptu swoimi brudnymi lapskami. Zawin go w serwete i przynies na wzgórze. Martinos mlac przeklenstwa pod nosem zszedl w piwnice zamczyska.
Haha! Hahaha! A to spryciarze! Ale srogo sie pomylili, jesli mysleli ze mnie przechytrza. Ocototonie! Haha! Hahaha! [ciach 122 haha!]
- Masz? - zapytal juz za brama Jezorro.
- Tak, udalo sie. Twój fortel Panie byl genialny. Nim zapadnia przygniotla Cyklopa zdazylem wyniesc manuskrypt.
- Poka, poka…
[tu by?o zdjecie przepisu na biszkopt]
I kolejny raz sprytny Jezorro musial uznac wyzszosc ponurego Pneumatora. Martinos, poganiany kopniakami wscieklego króla, glosno przeklinal dzien, w którym odmówil wspólpracy z PiO Brothers i wstapil na sluzbe do Jezorra. Tak oto zlo i wystepek znów zatryumfowalo nad cnota i etyka, a tajemnica pageranku nie ujrzala swiatla dziennego do dzis.
The End / Fine / Koniec
Dawno, dawno temu, gdy algorytm Googla byl jeszcze tworem na tyle binarnym, ze miescil sie na kartce A4, zyl sobie maly robot imieniem Szookobot. Mieszkal w malej osadzie nieopodal Robocina i strasznie ciagnelo go w strone wielkiego swiata. Martwil sie Tato bocika, ze maluch az takie przejawia ambicje, bala sie o malego Mamusia. Bo kto to widzial, zeby z tak mala SI na podbój swiata cybernetycznego ruszac. Ale uparty byl nasz Szookobot wielce i co postanowil to robic poczynal. Przysposobil byl auto do drogi, spakowal w chlebak 3bity, zawinal kosc ramu w serwetke i udal sie w strone miejskiego ronda linków.
Dotad tak daleko sie nie zapedzal, byl w koncu malutkim programem, do prostych prac przeznaczonym. Zaprakowal autko przy rondzie i udal sie do pobliskiego pubu zapytac o droge do wielkiego swiata. Zamówil kufel spamu i do Barmana w te slowa:
- Ejze, dobry robocie, gdzie netu mapke zakupie?
- A po cholere ci mapa, mlodzieniaszku? - zapytal groznie barman.
- W swiat ide, hej, w swiat daleki, ino wskazówki znac musze. Netu spragnionym wielce.
Cisza na te slowa w pubie zapadla jakby kto makiem zasial. Towarzystwo cale spode lba lypiac, przyblizac sie do Szookobotka poczelo. Nieswój sie poczal i juz gotów byl pospiesznie wyjsc z podejrzanej knajpy, gdy glos jeden donosny osadzil go w miejscu.
- Do Netu ci spieszno, ha! I ja tam bylem kiedys.
Na drzacych odnózach podszedl Szookobot do miejsca, z którego glos dobiegl. Starszy, zmeczony robot siedzial tam, pordzewialy caly, plaszcz na nim wyswiechtany od filtrów, twarz ogorzala do banów, czarny kapelusz gleboko na czole pomarszczonym bruzdami.
- Siadaj mlodziencze. Xannawiec jestem, Obiezynetem niektórzy mnie zwa.
Struchlal byl bocik, bo slawa Xannawca wyprzedzala go dawno. Podobno w okrutnym Onecie wieziony byl 3 lata, linkami smagany w nocy bezlitosnie, w dzien w kotlowni szukarki pracowal. A wszystko to za garsc srubek. Wspólników z DC mial wydac na zer ochydnych moderatorów, ale nie sypal.
- Dzien dobry, Szookobot jestem. Myslalem, ze Pan nie zyje - niesmialo zagail nasz bohater.
- Wszyscy mnie skreslili. Ale nie tak latwo zabic bota, który zna tajemnice… - tu znizyl glos Xannawiec i wyszeptal:
…Klikohitu.
Groza powialo w pubie, barman siegnal pod lade, dwa ogromne Qlweby podniosly sie z lawy, potezny Adder szykowal wielka piesc, trójka mini na czworakach czmychnela przez szpare w drzwiach, malutki linkuj zaczal cicho kwilic.
- Chodzmy stad, tutaj nie mozemy swobodnie porozmawiac.
W ustronnym forum o etycznym seo nie bylo nikogo. Xannawiec zalogowal sie jako fan_iabu, Szookobot jako napalona_52 - te srodki bezpieczenstwa byly konieczne, jesli chcieli porozmawiac bez swiadków.
- Ja mam plany Klikohitu, Ty chcesz ruszyc na podbój swiata. Zabierz mnie ze soba a pokaze Ci algorytm wielkiego G - zaproponowal Obiezynet.
- Phi, kazdy zna algorytm G, na Allegro jest za 9,99 - Szookobot nie tak latwo sie zgadzal.
- Ale nie kazdy zna wejscie do Systemu - odparowal Xannawiec.
I tu po raz drugi zdumial sie Szookobot, albowiem tajemnica ta pozostawala nieodkryta przez lat wiele.
- W prawej rece masz blekitna tabletke - jesli ja wybierzesz na zawsze w tym swiecie pozostaniesz niepokojony przez nikogo - Tajemniczy towarzysz rozlozyl szeroko dwie macki.
- W lewej purpurowa - jesli na nia sie zdecydujesz nic juz nigdy nie bedzie takie samo. To podróz w jedna strone.
Nie namyslajac sie wiele siegnal maly bocik po purpurowa tabletke i zapadl w gleboki sen…
Obudzilo go ostre swiatlo lampy. Jakis robot w mundurze porucznika podal mu olej.
- Obudziles sie synku? To dobrze. Mam zle wiesci - zostales wykorzystany seksualnie przez znanego hochsztaplera Jezorro. Twoi rodzice juz tutaj jada.
- Jak to? Przeciez to byl Xannawiec, slawny Obiezynet, bohater DC - nie mógl uwierzyc Szookobot.
- Przebranie. Zawsze dziala. W tym tygodniu juz 3 roboty wydymal. Wszystkie niepelnoletnie.
- A purpurowa tabletka? Mialem poznac Matrix - nie dawala za wygrana ofiara.
- Zwykla tabletka gwaltu - 2 zyle w kazdym pubie. Przykro mi, bocie. Mam nadzieje, ze sobie z tym poradzisz i nie schowasz urazy - tak bywa. Ciebie dymaja by dymac mógl ktos.
I tu Porucznik sie bardzo pomylil - Szookobot gleboko zapamietal sobie te zniewage i postanowil za wszelka cene zemscic sie na wszystkich innych botach.
Tak powstala Ciemna Strona Mocy lub, jak kto woli, Chocapic.
ps. Ciekawostka, publikacja ok. 6.00, o 7.45 juz w indeksie Google. To lubie :)